sobota, 1 grudnia 2012

gergerghrth

 słowa nie oddają tego ile waży strata,
kocham Cię najmocniej, zaraz wracam..


powiem wam, że dzień minął idealnie w sumie, tylko szkoda, że bez jednej osoby, ale i tak myślę, że było okej. wyszliśmy sobie po szesnastej, trochę niestety poczekaliśmy na resztę, ale daliśmy radę. połaziliśmy trochę, było jak zwykle zabawnie, szczególnie była nabita jak zostaliśmy na dworze z Borsukiem, Danielem i Jeleniem młodszym. i to nagrywanie najlepsiejszego na świecie filmiku przy sklepie, gdy ktoś z panów wychodził ze sklepu i ten podryw Michała do jakieś dziewczyny. spychanie się na dół koło Świdniczanki, takie tam do kopalni, matko. nie wierze w tych ludzi ogólnie, nie wiem co ja bym bez nich wszystkich zrobiła. teraz sobie leżę i oglądam mecz Realu, to chyba oczywiste. no i tam piszę esemesy, fejs, jakby nie inaczej i ask. i piszę tutaj tego oto posta. tak wiem, słaby, ale nie dość, że nie mam siły po dzisiejszym dniu, to do tego nie mam jako tako weny. zastanawiam się, czy te głupki nie przyjdą jeszcze po mnie. największa beka była, jak Daniel jakieś teksty mówił ogólnie, jak na przykład Michał znalazł po drodze cebularza pod śmietnikiem i Daniel go zaczął jeść, bo myślał, że to ze sklepu, dopiero co kupiony <ściana> oby jutro było tak dobrze jak dzisiaj, trzeba też się pouczyć na poniedziałek na matematykę, angielski i przypomnieć sobie list do Koryntian na polski. w sumie to ten list pamiętam niby, ale lepiej, żeby mi się nic tam nie pomyliło, jak pani będzie pytała. nie chce mi się już pisać, jutro coś się doda, papatki.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz